Zawsze była mi Mamą

Tym świadectwem chciałabym oddać cześć Maryi Pannie Niepokalanej, której skromność w posłudze nam jest wręcz niepojęta. Długo odkrywałam Jej dary i Matczyną opiekę. Być może przyczyna leży w braku mojego kontaktu z matką, ale właśnie poprzez dar macierzyństwa Maryja objawiła mi Swoją miłość po raz pierwszy. Bardzo ubolewałam nad tym, że Maryja jest mi tak odległa, że nie potrafię być przy Niej tak blisko, jak bym chciała. Modliłam się o to i w zeszłym roku otrzymałam odpowiedź. W sercu usłyszałam, jak Maryja mówi do mnie, abym przyjrzała się swojej miłości do syna – jak bardzo go kocham, że jestem w stanie wszystko poświęcić dla niego i żebym poprzez moją miłość mogła pojąć, jak bardzo Ona mnie kocha i jaką jest czułą matką dla mnie. Ile dobra pragnie dla mnie i jak współcierpi razem ze mną. 
To doświadczenie było łaską uprzedzającą do wydarzeń, jakie miały później nastąpić. Na początku czerwca podjęłam nowennę pompejańską w intencji pokory dla siebie i już drugiego dnia tej modlitwy moje życie zaczęło się wywracać do góry nogami. Po ludzku – kolejne miesiące były prawie nie do zniesienia. Trwałam w tych wszystkich wydarzeniach dzięki modlitwie. Moje myśli zajmowały kolejne dziesiątki różańca. Skończyłam nowennę pompejańską – zaczęłam odmawiać nowennę do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły: węzeł po węźle. W międzyczasie na dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny Matka Boża zaprosiła mnie do siebie do Gietrzwałdu „na kawę”. Może dziwnie to brzmi, ale w tamtym czasie mój organizm był w tak kiepskim stanie, że sam fakt podjęcia takiej podróży już był szalony. Nie mogłam spożywać słodyczy i kawy, ale miałam przeświadczenie, że jadę z wizytą do Mamy – porozmawiać z Nią, jak to w normalnych rodzinach bywa, przy kawie. I faktycznie, w którymś momencie poczułam się słabiej i przyszła mi myśl, że przyjechałam na kawę, więc kupiłam w kawiarence kawałek ciastka drożdżowego z małą czarną i w zadumie usiadłam, rozmawiając w duszy z Matką Bożą. Po chwili moje dolegliwości ustąpiły. Gietrzwałd  jest dla mnie miejscem, gdzie odczuwam obecność Maryi w sposób prawie namacalny. Od razu, gdy tylko tam dojeżdżam, ogarnia mnie pokój i nie chce mi się stamtąd wyjeżdżać. W międzyczasie, za radą koleżanki ze wspólnoty, zamówiłam 9 mszy wynagradzających Najświętszemu Sercu Maryi za grzechy i zaniedbania w mojej rodzinie, które były odprawione u stóp Matki Boskiej Częstochowskiej. 
Wtedy jeszcze nie widziałam, ile obecności Maryi jest w moim życiu, pomimo licznych praktyk modlitewnych. Pod koniec roku jedno, z pozoru niewinne doświadczenie, złamało mnie. To był tzw. jeden cios za dużo, ale też w wyniku wcześniejszych trudnych doświadczeń zrodził się we mnie bunt wobec Boga. I w tym najtrudniejszym momencie przyszła Maryja poprzez Koronkę do Płomienia Miłości Niepokalanego Serca Maryi. Musiałam to dawno temu otrzymać od kogoś i nagle wpadło mi w ręce z napisem: Płomień Miłości Mojej Matki jest dla was tym, czym dla Noego była Arka – Jezus. Zaczęłam odmawiać ową koronkę i w trakcie modlitwy zrozumiałam na swój ograniczony ludzki umysł, kim jest Maryja. Dopiero zauważyłam Jej wcześniejszą obecność w swoim życiu, w życiu każdego z nas. Spostrzegłam też ogrom Jej doświadczeń. Nie ma żadnego doświadczenia, które staje się naszym udziałem, a którego by Ona nie przeżyła. Była niezrozumiana, musiała uciekać, będąc w ciąży, zaufać słowom anioła, który Jej zwiastował poczęcie. Uciekać z Betlejem po narodzinach syna. Żyć w ubóstwie. A nade wszystko wiedziała, co czeka Jej Syna. Patrzeć na to, jak On jest poniżany, szkalowany, biczowany i jak umiera na Krzyżu. Po ludzku jest to nie do ogarnięcia, ale Ona cały czas tam była. I tak jak była przez cały czas przy Jezusie, tak samo jest cały czas przy mnie. W swojej cichości, skrytości, bez rozgłosu. Jej pokora wręcz wypala mnie od środka i wskazuje mi drogę. Dziś wiem, że to początek mojej drogi z Nią.
 Na razie, w końcu, po wielu latach prób udaje mi się odprawiać pierwsze soboty miesiąca. Mój niewierzący mąż w styczniu przekroczył próg kaplicy i wszedł ze mną przed cudowny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Zupełnie nieświadomie zamówiłam msze za rodzinę w dniu 11 lutego, kiedy w Kościele obchodzone było wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes oraz na dzień 25 marca, kiedy Kościół obchodzi Zwiastowanie Pańskie. Wiem, że moja rodzina jest pod dobrą opieką. Być może jest to owoc modlitwy za wstawiennictwem Matki Bożej Podgórskiej Niepokalanej Królowej Rodzin, której od dwóch lat oddaję swoją rodzinę w opiekę. Maryja jest przy mnie i dzięki Jej obecności mam większy pokój w sercu. Teraz wiem, że zawsze miałam i będę miała Mamę.

Ilona
Świadectwo opublikowane w Posłanie 2/2019