Trwaj we Mnie, a ja w Tobie trwał będę, abyś przyniosła owoc obfity…

Nowy rok rozpoczęłam od udziału w rekolekcjach ignacjańskich w Porszewicach, prowadzonych przez Ośrodek Odnowy w Duchu Świętym z Łodzi,  przeżywając tzw. Syntezę w oparciu o książkę „Kobiety szalone dla Jezusa”. Jechałam na rekolekcje z wdzięcznością, wiedząc, że Pan daje mi ten czas łaski (byłam w 8 miesiącu ciąży, więc cieszyłam się, że są w tym czasie, w którym mogę jeszcze w nich uczestniczyć), że On mnie na nie zaprasza. Jego łaska okazała się większa niż moje oczekiwania i pragnienia. Po raz kolejny mogłam doświadczyć, że Jezus zna mnie lepiej niż ja siebie i że jest prawdziwie dobry.

W konfrontacji ze Słowem Bożym mogłam zobaczyć, że mój stan duszy nie jest taki, jak mniemałam, że stan pacjenta jest poważniejszy, niż pacjent myślał, że tu nie wystarczy drobna korekta kosmetyczna, ale potrzebna transplantacja serca przez Bożą Miłość. Przebywanie w ciszy, aby usłyszeć poprzez medytacje Słowo Boże, pozwoliło mi doświadczyć, że Jego Słowo stawia w prawdzie i przynosi wolność: Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca (Hbr 4,12). 

Zobaczyłam w tym czasie prawdę o sobie, którą Jezus z miłością mi pokazywał, aby mnie uwolnić od tego, co oddziela mnie od życia w pełni w Jego miłości: całe moje trwanie w niewdzięcznej postawie zapatrzenia w tylko swoje życie, egoizm i brak postawy służby, zbytnią troskę o sprawy doczesne, zagubienie bliskiej relacji z Nim w codzienności, szukanie ludzkich zabezpieczeń, a przez to ciągłą frustrację i niezadowolenie, brak pokoju w sercu. Jezus na nowo rozpalił moje serce pragnieniem budowania codziennie bliskiej, osobistej relacji z Nim, tak aby w moim życiu nie było podziału na sfery sacrumprofanum, ale aby całe, cokolwiek w danym momencie czynię, było zanurzone w świetle Jego Ducha: czy jest to spotkanie modlitewne, służba w dziele ewangelizacji, czy wypełnianie codziennym obowiązków związanych z powołaniem, byciem żoną i matką. Szczególnie teraz, kiedy spodziewam się narodzin drugiego dziecka, Pan pokazywał mi, że pragnie przebywać ze mną i posyłać Swego Ducha właśnie do mojej codzienności, do czasu życia domowego, do tego, co niekiedy szare i monotonne, abym w tym mogła się Jemu ofiarować i swoje drobne, codzienne wyrzeczenia, umieranie sobie w codziennych obowiązkach. Przekonywał mnie także i zaprosił, abym na nowo zaprosiła do swego życia codziennego Ducha Świętego, który chce jako Przyjaciel udzielać mi Swej łaski we wszystkim. Ukazał mi wartość życia ukrytego w Nim i wezwał do szalonej miłości codziennego ofiarowanie się Mu, tak aby wszystko przez codzienne akty zawierzania się Jemu i zapierania się siebie nabierało pełni i sensu, by żyć tak, jak On tego pragnie. Mogłam przyjrzeć się temu, jak żyję, jak odnoszę się do moich bliskich, do osób ze wspólnoty, jak wypełniam swoje codzienne obowiązki, jaka jest moja modlitwa i służba i odarta ze złudzeń przez Słowo Boże usłyszałam, że jestem jak „cymbał brzmiący”, któremu brak miłości, który szuka swego, unosi się pychą, jest niecierpliwy. Boża łaska jest jednak większa od mojej słabości, jeśli tylko będę wzywać nieustannie Ducha Świętego, który uzdolni mnie do prawdziwej miłości, aby moje życie i służba wydały prawdziwe owoce. 

Jezus pokazał mi, że nie muszę gonić za tym, co wyniosłe i przerasta moje siły, ale że On pragnie dla mnie życia prostego, ubogiego i pokornego, które jest życiem w Jego pokoju. Podczas jednej z adoracji doświadczyłam spotkania z Jezusem żyjącym, obecnym w niezwykłej prostocie w Najświętszym Sakramencie. Ta prosta, uniżona Miłość, dotknęła mego serca i rozpaliła je. Wreszcie mogłam zobaczyć, że Jezus pragnie zatrzymać się w moim domu, w moim życiu i sercu znaleźć miejsce odpocznienia, tak jak znajdował je w domu Swoich przyjaciół w Betanii u Marty, Marii i Łazarza. Zrozumiałam, że mam żyć już nie tylko swoimi pragnieniami, ale wsłuchiwać się w to, czego pragnie Jego Serce. 

Teraz, kiedy po ćwiczeniach duchowych, jakimi są rekolekcje ignacjańskie, rozpoczęła się moja olimpiada życia, widzę, jak duża walka zaczyna się od początku, by trwać w wierności temu, czego Pan we mnie dokonał, by nie dać wydrzeć sobie pokoju Jezusowego. Nie jestem w tym boju sama, Pan dał mi wspólnotę, w której mnie umacnia i dalej formuje, codzienną Eucharystię, modlitwę osobistą i rodzinną, swoje Słowo, a nad to wszystko - moc z wysoka, której codziennie, choćby w krótkich aktach, przyzywam – Duchu Święty, przyjdź, bez Ciebie nic nie jestem w stanie uczynić!

Kasia 
Świadectwo opublikowane w Posłanie 1/2013